05
Pt, Cze

Michał Witkowski "Fynf und cfancyś" (recenzja)

Rozrywka
Typography
  • Smaller Small Medium Big Bigger
  • Default Helvetica Segoe Georgia Times

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Michał Witkowski znany jest z tego, że bezustannie zmienia teksty swoich książek. Wciąż pracuje nad swoimi tekstami, zmienia, poprawia, udoskonala, wycina, przestawia. Do księgarń trafiło nowe wydanie „Fynf und cfancyś”, książki w której pojawiają się postaci z owianego legendą „Lubiewa”.

Sam Witkowski pisze, że „Fynf und cfancyś” to „opowieść gdzieś pomiędzy Palahniukiem, "Dziećmi z dworca Zoo", Jelinek a tradycją prozy obyczajowej dwudziestolecia". Jeden z najlepszych polskich pisarzy współczesnych powraca do literackich korzeni i swoich ulubionych postaci z osławionego „Lubiewa”. Najnowsza powieść Michała Witkowskiego z cierpkim humorem przedstawia grozę codzienności i niedyskretny urok lat dziewięćdziesiątych. Wiedeń ma być spełnieniem marzeń Dianki o raju. Poszukiwania szczęścia rozpoczyna od męskiego szaletu, w którym najłatwiej zarobić. Spotyka pewnego Polaka o tajemniczym pseudonimie "Fynfundcfancyś".

Bez wątpienia trzeba powiedzieć, że autor nie oszczędzał sobie słów przy tworzeniu książki. Nie przebiera w słowach, pisze ostro i konkretnie, nie wygładza i nie upiększa codzienności. To lektura, przy której musicie się skupić, by się w niej odnaleźć. Nie ma co liczyć na prostotę znaną z romansu czy obyczajówki. Tu każda strona ma skłaniać do myślenia i angażować czytelnika na 100 procent w fabułę. Szczególnie kiedy autor miesza języki: polski, angielski i niemiecki. W tych momentach chwila nieuwagi sprawia, że wypadamy z fabuły. Witkowski bardzo dobrze przemyślał fabułę i sposób prowadzenia bohaterów.

W książce jest sporo seksu i nazwijmy to seksualnych dziwactw. Nawet główny bohater zastanawia się nad tymi urozmaiceniami i czy nikt nie chce już tego robić delikatnie i na spokojnie. Warto również zwrócić uwagę na narrację. Jest ona dynamiczna, dzięki czemu nie odczuwamy znużenia. Jest też ciekawa. Historia homoseksualnego właściciela dwudziestopieciocentymetrowego penisa (stąd tytuł książki) jest specyficzna. Zdecydowanie wyrazista jak sam autor. Jednym będzie się podobać, innym nie. Dla jednych może być wulgarna i niesmaczna, dla drugich interesująca i z pazurem. Ktoś ją pokocha, a ktoś znienawidzi. Szanse są pół na pół.

(Maciej Januchowski)